Chwasty Opowiadania

Stokrotka, czyli na starość będę goblinem

17 maja 2021

“Babci się już trochę miesza” – moja wnuczka szepnie przyjaciółce na ucho myśląc, że kiepski słuch dostaje się na starość w pakiecie razem z tymi, pożal się boże, dodatkami do emerytury.

Uśmiechnę się do nich życzliwie i powiem:

“Lećcie już, dziewczynki, babcia musi sobie odpocząć” – w odpowiedzi nastolatki odetchną z ulgą.

“Co za nudziary” – mruknę do siebie, kiedy już wymaszerują z mojej chatki. Jak zwykle nie domkną drzwi wejściowych i koza wpakuje się na ganek.

“Stokrotka, cholero jedna, znowu mi zżerasz paprocie?” 

Pewnie, że zżera.

“A zżeraj na zdrowie.”

Usiądę ciężko na starym fotelu. Tuman kurzu uniesie się do góry kiedy wytatuowane ramiona w przepastnych rękawach czerwonego swetra uderzą w welurowy podłokietnik. Opowiem kozie Stokrotce o wnuczce, jej ojcu (też nudziarz, ale przynajmniej dobrze wychowany) i o tym, jak nie możemy się dogadać. Ale kto powiedział, że musimy się zawsze dogadywać? Co oni się tak uparli na to dogadywanie się?

Koza nie wie, i ja też nie wiem.

“No, pogadałyśmy. Koniec tego dobrego” – przegonię ją z ganku do zagrody zanim zostanie tylko pobojowisko. 

Na starość przestanie mnie w końcu gnać z kąta w kąt. Znudzą mi się podróże i wydarzy się to, co miało się nigdy nie wydarzyć – zapragnę stabilizacji i swojego miejsca. Kupię rozpadającą się chatkę, którą mój syn nudziarz nazwie chatką na kurzej nóżce. Chatkę z dala od wsi i takim dojazdem, że kurier widząc moje nazwisko na paczce będzie myśleć “kurwa, tylko nie tam” i chować twarz w dłoniach. Będę mieć wspaniałą rodzinę – dwa grube koty, starego psa i kozę. Nie nigeryjską karłowatą, o jakiej marzyłam, tylko zupełnie standardową białą kozę Stokrotkę. Facet na targu będzie przekonywał mnie, że duże toto nie urośnie, a ja naiwna uwierzę. Stokrotka będzie potężna. Jogi z nią nie poćwiczę, ale za to ser będzie wyborny.

A co z ludźmi? – zapytasz. Co z drugą połówką?

Po pierwszym rozwodzie obiecam sobie, że więcej za mąż nie wyjdę. Po drugim rozwodzie obiecam sobie, że raz na zawsze kończę z facetami. Trzeciego rozwodu nie będzie, bo mój trzeci mąż, który – śmieszna sprawa – był też pierwszym mężem, umrze w tragicznych okolicznościach. “Ale się szybko pozbierała” – będą szeptać w rodzinie. Za pieniądze z odszkodowania kupię moją rozpadającą się chatkę i kozę. A mówią, że pieniądze szczęścia nie dają.

Co sobotę będę malować usta wiśniową szminką. Włosy, których nie zetnę od czterdziestych urodzin uwiążę w luźny kok. Lniane sukienki zamienię na aksamit. Podjadę moją terenówką do knajpy w najbliższym małym miasteczku i będę podrywać kelnerki. Nie zorientują się rzecz jasna, wezmą mnie za gadatliwą starszą panią. Nie mam nic przeciwko. Nie będę się przecież łudzić, że jakaś wróci ze mną do domu. I tak bym jej nie wpuściła, bo miałabym okrutny bajzel w kuchni. 

Ostatecznie do domu wróci ze mną kucharka z tej samej knajpy. I zostanie. Nie skrytykuje bajzlu w kuchni. Pokażę jej moją kolekcję herbat, kolekcję skał i gałęzi w nietypowych kształtach. Kolekcję starych książek, których wcale nie będę czytać. Będę wkładać pomiędzy strony kwiaty i liście do ususzenia, a potem zapominać o nich na długie miesiące.

Kupimy sobie identyczne kapelusze słomkowe. Dzieciaki z wioski będą się nas bać. Inne starsze panie będą o nas mówić “bliskie przyjaciółki”, a młode pary budujące eleganckie domki z białymi płotkami – “stare wariatki”.  

Od czasu do czasu odwiedzi nas mój syn nudziarz. Spojrzy na chudego psa, który kiedyś był czarny, teraz zupełnie siwiutki.

“Jakim cudem ten pies jeszcze żyje?”

“Czary” – odpowiem, żując źdźbło trawy. 

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply