Skandynawia Szwecja

Szwecja jesienią – 5 powodów, dla których warto

5 kwietnia 2020

Kocham Skandynawię, ale w mojej wyobraźni późnojesienna, listopadowa Szwecja funkcjonowała jako miejsce ciemne, ponure i ogólnie rzecz biorąc mało atrakcyjne. O borze sosnowy – bardziej się mylić nie mogłam. Czy zatem warto pakować manatki i ruszać w drogę? Jak najbardziej! Szwecja jesienią to dla mnie absolutny hit. Jeśli tylko nie straszne wam błocko i zimny wiaterek, a na widok ozdób świątecznych na samym początku listopada nie przewracacie oczami – planujcie wyjazd! Jesień już niedługo a wygląda na to, że wcześniej z dłuższymi wypadami może być trudno.

W tym poście wspominałam już, jak to było z tą naszą Szwecją. Nie ukrywam, że początkowo byłam sceptyczna i nie spodziewałam się wiele – stąd też wcale nie zakładałam wypadu dłuższego niż kilka dni. Na dodatek większość stron jakie odwiedziłam odradzały listopadowy wypad. Wrzesień? Początek październka? Jasna sprawa, będzie jak latem, plus kolorowe liście i mniej tłumów. Listopad? Zapomnij. Zimno i ciemno. Brzydko i depresyjnie.

A ja powiem przekornie, że wcale nie. I z wszystkich naszych skandynawskich wojaży, ten listopadowy trafia do ścisłej czołówki. I opowiem ci dziś dlaczego.

1. Puste szlaki

Tiveden Tärnekullerundan Szwecja wanderdogs Vitsandsbäcken

Puste. Puściutkie. Puściusieńkie. Cała nasza podróż zorientowana była na wędrówki w parkach narodowych w południowej Szwecji. Nadreptaliśmy łącznie ok. 40 kilometrów, a ilość osób, jakie mijaliśmy zliczę spokojnie na palcach dwóch rąk. Warto skorzystać, szczególnie jeśli tęskno wam do spokoju i ciszy. Bardzo dobrze się eksploruje w warunkach, kiedy nikt nie dyszy Ci w kark i znienacka nie wskoczy w kadr, kiedy akurat czaisz się na to idealne ujęcie

Szwecja jesienią oferuje naprawdę bardzo, bardzo dużo – pod względem natury szczególnie. Listopadowa pogoda to nie tylko błocko na szlakach i deszcz. To także magiczne, tajemnicze lasy i zniewalające widoki. Nie wiem jak wy, ale ja najbardziej lubię się nimi cieszyć w możliwie kameralnym towarzystwie, ograniczonym do mojej ulubionej ekipy psio-ludzkiej.

2. Stuga w głuszy

Stuga – innymi słowy, szwedzki domek letniskowy lub po prostu chatka. Taki domek może znajdować się w przeróżnych lokalizacjach – nad jeziorem, w lesie lub w szczerym polu. Warunki są trzy – musi być cicho, spokojnie i  malowniczo. Wyposażenie zwykle jest skromne, ale nie chodzi przecież o luksusy, a doświadczenie absolutnej przytulności i relaksu na łonie natury.

W listopadzie zaliczyliśmy trzy takie chatki. Pierwsza z nich znajdowała się w miejscowości Komstad, 20 kilometrów od Parku Narodowego Stenshuvud. Była też bazą wypadową do Parku Narodowego Söderåsen – półtora godziny drogi (trochę dalej, ale zdecydowanie warto się bujnąć!).  Stuga może i nie była czerwona, ale za to z całą pewnością klimatyczna. Z kominkiem, antresolą i uroczymi kubeczkami. Hitem była jednak okolica, szczególnie według Winter. Na horyzoncie żadnych sąsiadów (poza gospodarzem), a wokół szczere pole, na którym bez problemu można puszczać psa.

szwecja jesień stuga

Stuga numer dwa w okolicach Vaberget to było absolutne mistrzostwo świata – w samym lesie, z tarasem i widokiem na jezioro. Sąsiedzi? Zero! Chyba, że liczą się sarny, które od czasu do czasu wpadały w odwiedziny. No i samozameldowanie, bejbe – wszystko super, dopóki nie musisz rozgryźć jak dostać się do domu w kompletnych ciemnościach w środku lasu. Poza tym rewelacja. Domek był świetną bazą wypadową do Parku Narodowego Tiveden (niecałe pół godziny drogi) i okolicznych miejscowości położonych nad jeziorem Vättern (m.in. Hjo).

Trzecia chatka znajdowała się przy Nynashamn, 40 minut samochodem od Sztokholmu. Wielkie pole do hasania dla Winter i najmilszy gospodarz na świecie. Ta stuga była malusieńka, za to przemyślana w każdym szczególe. Jakimś cudem udało się na takim mikro metrażu upchnąć wszystkie niezbędne rzeczy, kuchnię, łazienkę i dwa łóżka (pod sufitem!), tworząc chyba najbardziej przytulną przestrzeń w całej Szwecji. Dla mnie bomba.

3. Jesień = lepsze ceny!

Ale, ale – Aga – zapytacie – jak to przytulne doświadczenie ma się do jesieni w Skandynawi? Oczywiście chodzi o kasę. Jeśli ruszacie do Szwecji na jesień, czyli poza sezonem, możecie liczyć na stosunkowo niski koszt wynajęcia domku w porównaniu z miesiącami wakacyjnymi. Ja, jak zwykle zresztą, szukałam noclegów na Airbnb, i właśnie tam rezerwowałam wszystkie trzy chatki, w których nocowaliśmy podczas naszego wyjazdu do Szwecji. Ceny wynajmu powyższych stugor w listopadzie wahały się od ok. 130 do 200 złotych za nocleg (dwójka dorosłych + pies). Wszystkie były ogrzewane, miały dostęp do bieżącej wody i łazienkę. Jest to szczególnie istotne jesienią i zimą, kiedy nie macie ochoty wymykać się w mroźną noc na szybkie siku do wychodka. Upewnijcie się, czy wasza wymarzona chatka spełnia pod tym względem wasze oczekiwania, żeby uniknąć nieprzyjemnej niespodzianki.

4. Gwiazdka w listopadzie

Jeśli macie uczulenie na przedwczesne objawy gwiazdkowego szaleństwa, Szwecja i jesień może nie być dla was idealną kombinacją. Już na samym początku listopada przywitały nas przystrojone ogródki, choinki i renifery z lampek choinkowych. Nie wspominając nawet o świątecznym asortymencie w sklepach – zarówno w supermarketach, jak i uroczych przystrojonych witrynkach w centrum Sztokholmu. I chociaż w Polsce sprawa wygląda podobnie – na co wielu narzeka, trudno jest mieć pretensje do Szwedów, że rekompensują sobie w ten sposób długie noce i małą ilość światła o tej porze roku. Skandynawowie oswajanie ponurych wieczorów opanowali zresztą chyba do perfekcji, przy pomocy miękkiego światła, przyprawy korzennej i naturalnych materiałów – i ja to kupuję. Skubani, wiedzą co robią.

5. Jest klimacik

Szwecja jesienią Hjo

Istnieje spora szansa, że ten argument do Ciebie nie trafi, jeśli wyobrażając sobie idealny wyjazd, masz przed oczami żółty piaseczek, dwie palmy i wysokiego drinka. Jednak jeśli jesteś miłośnikiem lasu i wędrówek, z pewnością będziesz zachwycony. Oczywiście pod warunkiem, że nie przeszkadza Ci mżawka i temperatury oscylujące w okolicach zera. Bonusowe punkty za scenerie rodem ze skandynawskiego thrillera.

Na klimat składa się przede wszystkim przyroda, która w towarzystwie listopadowej mgły i rudych liści po prostu zniewala. Istnieją również spore szanse na śnieg – tym większe, im bardziej na północ się wybierasz. Nie przemawia do Ciebie ta wizja? Ubłocone buciory i wczesne zrywanie się, żeby zdążyć przed zmrokiem (który zapada już w okolicach 16) to niekoniecznie twoja bajka? Nic straconego, wciąż masz do dyspozycji Sztokholm, który przy jesieni stanowi kwintesencję przytulnego, skandynawskiego klimatu. Przy okazji docenicie mniejszą ilość turystów w takich kultowych miejscach jak Gamla Stan i nie wyrwiecie sobie wszystkich włosów próbując znaleźć miejsce parkingowe.

Szwecja jesienią – podsumowanie

Może i nie jestem obiektywna i bardzo niewiele trzeba mi do szczęścia. Plus jestem absolutną jesieniarą i odpowiadają mi taka atmosfera. Z jednej strony nie przeszkadza mi błoto na butach i deszczyk. A z drugiej trzaskający kominek, kocyk i towarzystwo cynamonowych bułeczek to absolutnie moje klimaty. Jeśli macie podobnie to zapewniam, że Szwecja jesienią bankowo was kupi.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply