Skandynawia Szwecja

Park Narodowy Söderåsen i jesienna wędrówka

1 grudnia 2019
Söderåsen, Szwecja

Jeśli mam być absolutnie szczera – nie sądziłam, że po Norwegii i Lofotach jakiekolwiek miejsce w Skandynawii zdoła mi złamać serce. A już szczególnie nie oczekiwałam, że taką perełkę odnajdę na południu Szwecji, na dodatek w listopadzie. Park Narodowy Söderåsen to rewelacyjne miejsce na weekendową wędrówkę. Odwiedzając je nie do końca wiedziałam czego się spodziewać – internetowe zdjęcia raczej nie oddają klimatu, jaki tutaj panuje. Bujne drzewa, strome zbocza i doliny robią ogromne wrażenie. Do tego niesamowita, jesienna aura, która sprawia, że to miejsce staje się naprawdę jak z bajki.  Dodam, że wszystkie te cuda można podziwiać z poziomu zadbanego, pięknie oznaczonego szlaku i świetnie utrzymanych drewnianych kładek.

W planach był szybki weekend w Sztokholmie. Lot,  zwiedzanie, koncert i powrót do domu. Warunki, delikatnie mówiąc, niezbyt komfortowe dla czworonoga, toteż Winter miała zostać w Polsce, w psim hotelu. Szybko jednak okazało się, że nie jestem w stanie zaplanować wycieczki do Skandynawii, chociażby i weekendowej, i nie ująć w moich planach krótkiej wędrówki. A skoro już planujemy tę nieszczęsną krótką wędrówkę, to może by tak zrezygnować z mikroapartametu w centrum na rzecz drewnianej chatki pośrodku niczego, 30 minut drogi od miasta? Kiedy wypłynęła wizja chatki po środku niczego, opcja zostawienia Winter w domu przestała nagle wchodzić w grę. I w ten sposób szybki weekend w Sztokholmie przerodził się w tydzień listopadowej włóczęgi po parkach narodowych na południu Szwecji, herbatę w termosie i spanko w drewnianych chatkach. Samolot zamieniliśmy na prom i auto, a spacery uliczkami stolicy na długaśne, bajkowe wędrówki po szwedzkich lasach. Oczywiście z Winter.

Zaplanowałam tygodniowy wypad. Trzy stugi (ultraprzytulne, drewniane domki, wszystkie w malowniczej okolicy), trzy parki narodowe, spacery i ogromna ilość cynamonowych bułeczek. W programie ujęliśmy też Sztokholm, ale na innych, psiolubnych warunkach. Dziś opowiem wam o naszym pierwszym przystanku – Parku Narodowym Söderåsen.

Gdzie?

Park Narodowy Söderåsen leży 40 kilometrów na wschód od Helsingborg w regionie Skania. To około 100 km od promu w Trelleborg. My zatrzymaliśmy się w okolicach Komstad, więc stosunkowo daleko od głównego wejścia (ok. 1,5h samochodem). Główne wejście do parku znajduje się w miejscowości Skäralid. Parking jest darmowy. Możemy tam zajrzeć do budynku Naturum – centrum turystycznego, gdzie zaczerpniemy garści informacji o przyrodzie i budowie parku. Po wyjściu z budynku kierujemy się w dół, w stronę jeziora. To miejsce, gdzie rozchodzą się okoliczne szlaki. Możemy tam skorzystać z jednego z kilku grillów i palenisk dostępnych dla turystów, jednak liczcie się z tym, że w weekendy może być tam sporo osób. W niedzielę pomimo raczej niesprzyjającej, listopadowej aury w porze obiadowej wszystko było zajęte. Na miejscu możecie wyczaić też super słodki hotel dla pszczół.
Oprócz Skäralid mamy do dyspozycji też wejście południowe w Röstånga.  

Dostęp i bezpieczeństwo

Odwiedzając Park Narodowy Söderåsen musimy pamiętać o kilku istotnych rzeczach. Z perspektywy psiarzy szczególnie ważna będzie informacja, że pieski śmiało mogą tuptać po szlakach razem z właścicielami, należy jednak pamiętać o tym, że bezwzględnie muszą być na smyczy. Doczytałam również, że na terenie parku poza wyznaczonymi miejscami nie wolno organizować psich szkoleń, zawodów i wystaw, więc jeśli mieliście to w planach to proszę, wstrzymajcie konie. Obozować i rozpalać ogniska można tylko w miejscach do tego przeznaczonych. O tym, że nie śmiecimy i nie niszczymy dzikiej przyrody nie muszę chyba wspominać.

Szlaki są bardzo dobrze oznaczone – wręcz idiotoodpornie. Jeśli uda wam się tam zgubić koniecznie dajcie znać, bo zasłużyliście właśnie na dyplom uznania.  Trasy w dużej mierze prowadzą przez wygodne, drewniane kładki. Mimo wszystko, jeśli chcecie wejść nieco głębiej w park, mogą na was czekać kamieniste ścieżki i podejścia, dlatego para lepszych butów nie zaszkodzi. Niektóre fragmenty tras mogą być zalane – warto wziąć to pod uwagę szczególnie wiosną.

Szlak Hjortsprångsrundan

Hjortsprångsrundan to szlak długi na niecałe 8 km, stosunkowo łatwy do przejścia pomimo kilku trudniejszych fragmentów. Zarezerwujcie sobie ok. 3 godziny na jego przejście. Na mapie zaznaczony jest kolorem niebieskim.

Szlak rozpoczyna się na stawem Skärdammen, który w listopadowej scenerii wygląda nadzwyczajnie, zupełnie jak kadr z filmu. Pierwsze 4 km trasy ciągną się przez bukowy las dnem doliny Skäralid, doliny ryftowej o głębokości 90 m. Jest to chyba najchętniej odwiedzana atrakcja całego parku narodowego, i trudno się dziwić – rzeczywiście robi wrażenie. Idziemy kilka kilometrów wzdłuż  małego strumienia Skärån (ja idę wzdłuż, pies większość trasy brodzi w wodzie). Widoki są fenomenalne – las skąpany w ciepłych kolorach jesiennych liści, plus obłędna zieleń mchu. Po drodze od czasu do czasu mijamy dzieciaki z rodzicami, biegaczy i spacerowiczów z psami, jednak ogólnie rzecz biorąc szlak jest względnie pusty.

Po czterech kilometrach szlak skręca. Wspinamy się dość stromym zboczem doliny  i wychodzimy tuż przy Liagården. To bardzo urokliwe miejsce, w którym możemy rozbić namiot, uzupełnić zapas wody i rozpalić ognisko (porąbane drewno czeka na miejscu!). Na okolicznych łąkach pasły się konie, które wdzięcznie pozowały do fotek. No mega!

Po krótkim odpoczynku czeka na nas dalsza część trasy – tym razem możemy pooglądać sobie dolinę Skäralid z góry. Wędrując wzdłuż doliny mijamy kilka punktów widokowych, m.in. Lierna tuż obok Liagården, czy Hjortsprånget („Jeleni skok”), od którego wzięła się nazwa całego przebytego przez nas szlaku. Robimy fotki, cieszymy się widokami, tarzamy się w liściach (no dobra – Winter się tarza) i wracamy do Naturum na herbatę.

Podsumowując…

Kompletnie się nie spodziewałam, że w Parku Narodowym Söderåsen, na samym południu Szwecji czekają na nas takie cuda. To klimat, do którego z pewnością będę chciała wrócić. Super miejsce, w którym można zażyć odrobiny pięknych widoków na jesienne spadki mocy. Szemrzące strumyki, piękne widoki, zielony mech i liście – magia!  Spodziewam się jednak, że park Söderåsen i dolina Skäralid to ponadczasowy przebój na krótki (lub nieco dłuższy) spacer o każdej porze roku, więc pakujcie plecaki i ruszajcie zdobywać Skandynawię.

Mapka z zaznaczonymi szlakami: [klik]
Strona internetowa Parku Narodowego Söderåsen: [klik]

You Might Also Like

2 komentarze

  • Avatar
    Reply Dominika 3 grudnia 2019 at 21:10

    Niesamowicie piękne miejsce 😍 Skandynawia staje się dla mnie coraz bardziej zachęcająca, więc z radością czytam takie teksty. A zdjęcia są świetne, naprawdę widać w nich klimat tego miejsca!

    • Aga
      Reply Aga 7 grudnia 2019 at 14:23

      Polecam Skandynawię z całego serduszka, o każdej porze roku <3 Ja osobiście NIGDZIE nie jestem w stanie tak odpocząć jak na północy 🙂

    Leave a Reply