Europa Norwegia Szlaki i wędrówki

Nusfjord – spacer wokół ukrytej perełki Lofotów

6 października 2019
Nusfjord z psem rorbuer rorbu Norwegia

Nie łatwo jest wstać o 5 rano i wyturlać się ze śpiwora, zwłaszcza kiedy pies grzeje w nogi, a na plaży na której akurat rozbiłeś namiot wiatr usiłuje cię zamordować. Czasem jednak warto, szczególnie jeśli akurat odwiedzasz Lofoty i chcesz uniknąć tłumów. Plan był taki, żeby zobaczyć Nusfjord z samego rana. Nacieszyć oczy widokiem rorbuer i kompletnie pustego rybackiego portu, przejść okoliczne ścieżki i zjeść śniadanie na kocu z widokiem na zatokę. I udało się go zrealizować w stu procentach.

O Nusfjord

Odwiedzacie Lofoty? Musicie koniecznie zobaczyć Nusfjord! To moja ulubiona miejscowość w całym archipelagu. Zwłaszcza tak wcześnie, kiedy jest tu zupełnie cicho i bezludnie. Jest to wioska rybacka ukryta na południowym wybrzeżu Flakstadøya, na samym końcu drogi E10 i jest to swojego rodzaju żywe muzeum – w całej swojej rozciągłości nawiązuje do czasów, w których mieszkańcy Lofotów utrzymywali się przede wszystkim z rybołówstwa (obecnie główne źródło dochodu stanowi tam turystyka). Wiele starych budynków związanych z połowami i przemysłem rybnym zostało odnowione i można je zwiedzić razem z przewodnikiem. W wiosce funkcjonuje też kilka lokali gastronomicznych i sklepik z oryginalnym, zabytkowym wyposażeniem. Wokół przystani skupionych jest ok. 50 rorbu, bardzo charakterystycznych dla tego regionu czerwonych domków rybackich, wybudowanych tam pod koniec XIX i na początku XX wieku.

Nusfjord z psem rorbuer rorbu Norwegia

Rorbuer

Niech nie zmyli was surowy wygląd rybackich chatek – nie jesteśmy już w roku 1900. W środku są wyposażone całkiem zacnie, mają dostęp do Internetu i łazienkę. Nocka w dwuosobowej rorbu to koszt ok. 3800 koron norweskich (poza sezonem jest taniej – ok. 1500 koron) – to informacje, jakie mam ze strony Nusfjord Arctic Resort. Niestety mój portfel przygotowany był wyłącznie na spanko w namiocie, więc nie zdam wam osobistej relacji z wnętrza takiej chatki. Nie byłoby to zresztą możliwe nawet gdyby hajs się zgadzał – w domkach nie akceptuje się psów, nawet takich super grzecznych jak Winter. Na miejscu też możemy podładować sobie naszą Teslę, jeśli przypadkiem akurat posiadamy:

Spacer wokół Nusfjord

Parkujemy w samym Nusfjord, miejsc parkingowych jest sporo (tylko dlatego, że jest wcześnie rano i wszyscy pozostali turyści na Lofotach odsypiali nieprzespaną noc, podczas której podziwiali „północne słońce” – to w końcu dzień polarny). Nie kierujemy się jednak w stronę przystani, tylko drepczemy około kilometr na zachód – nad jezioro Mellavatnet. To zaciszne miejsce, z paleniskiem nad brzegiem jeziora. Świetnie nadaje się na przenocowanie – jest gdzie rozbić namiot. Jeśli oczywiście dopisze wam szczęście, i nikt nie wpadnie na ten pomysł przed wami.

Wracamy tą samą, wygodną ścieżką w stronę miasteczka i odwiedzamy port. Świeci słońce, jest pięknie i cicho, nie licząc krzyczących mew. W powietrzu unosi się głęboki, rybny aromat, który przypomina o tym, że oprócz turystyki, w mieście wciąż pielęgnuje się stare tradycje. W tym roku w porcie suszył się tylko dorsz, ale będąc tam dwa lata temu trafiliśmy między innymi na taką ogromną bestię:

Latarnia morska i widok na wioskę

Nie, żeby zapach suszonej ryby szczególnie zachęcał mnie do jedzenia, ale w brzuchach burczało, a w plecaku czekał termos z gorącą herbatą. Ruszamy więc w stronę latarni morskiej, mijając jeszcze więcej rorbuer, by po chwili podążać doliną między dwoma niewielkimi wzgórzami. Po drodze mijamy kilka rozbitych na dziko namiotów i staramy się być możliwie cicho, żeby nie obudzić śpiących obozowiczów. Trasa po deszczu była dość mokra, dlatego tym, którym nie w smak mokre skarpetki, polecam zaopatrzyć się w odpowiednie buty.

Nusfjord z psem rorbuer rorbu Norwegia wanderdogs

Sama latarnia może i nie jest szczególnie imponująca, ale z pewnością nie brak jej uroku. Krótka podróż w stronę latarni morskiej pozwala zobaczyć Nusfjord z trochę innej perspektywy – wpisany w surowy, górski krajobraz. Na południe zaś rozciąga się widok na otwarte morze. W okolicy, podobnie jak nad Mellavatnet, jest miejsce na rozpalenie ogniska. Można się zatrzymać, przycupnąć na skałach, posłuchać ciszy i podziwiać widoki. Być tu i teraz, po prostu czuć się dobrze. Albo – jeśli akurat jesteście psem – taplać się w błocie i niuchać kępki mchu.

Szukasz innej inspiracji na podróż po Lofotach? Może zainteresują Cię nasze propozycje: [Trzy krótkie szlaki na Lofotach]

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply