Dolny śląsk Polska Szlaki i wędrówki

Spontaniczna sobota, czyli Śnieżne Kotły z psami

30 września 2019

Czy można wyobrazić sobie lepszy czas na górskie spacery niż jesień?
Słoneczne, wrześniowe dni to idealny moment na weekend spędzony na górskim szlaku. Tym razem pognało nas w Karkonosze, na Śnieżne Kotły – jedno z piękniejszych miejsc w Sudetach.

W Karkonoszach bywamy często – są po prostu najbliżej, a że kumpluję się z nimi od wczesnego dzieciństwa, to pałam do nich niemałym sentymentem. Jak dotąd są to najlepiej i najdogłębniej zdeptane przeze mnie polskie góry, jednak na Śnieżnych Kotłach jeszcze mnie nie było. Zawitałam tam po raz pierwszy w tym roku, w pierwszej połowie września.

Wizytę w Karkonoszach trudno nazwać „totalnym, miejskim detoksem”. Ludzi – jak przystało na okolice Szklarskiej Poręby
i Karpacza – dzikie tłumy. Zakładam, że szlaki są mniej zatłoczone poza weekendami, jednak słoneczna, wrześniowa sobota sprzyja niestety warunkom, w których czeka się w kolejce na zrobienie zdjęcia. Chociaż wędrówkę zaczęliśmy z rana,
od samego początku mieliśmy na plecach towarzystwo, a im dalej w las, tym oczywiście gorzej. Wyjątek stanowiło kilka krótkich fragmentów trasy, np. szlak żółty pomiędzy schroniskiem pod Łabskim Szczytem a stacją przekaźnikową – wysoka trawa, cisza, spokój i ani żywej duszy dookoła. No istna bajka, bardzo jednak krótka.

Na trasę wybraliśmy się z dwoma psiurami. Winter, suczka border collie jest całkiem nieźle zaprawiona w górskich wędrówkach w Polsce i nie tylko, więc wdrapanie się na Śnieżne Kotły były dla niej bułą z masełkiem. Osobista sznaucerka moich rodziców Figa, którą miałam akurat pod opieką jest turystką raczej niedzielną, toteż wędrówka była niemałym wyzwaniem dla jej „chodnik-only” łapek. Ogólnie rzecz biorąc nie polecam trasy pieskom, które gór jeszcze na oczy nie widziały, chyba że są na tyle lekkie, żeby je przez spory fragment szlaku przenieść na rękach.

Żeby dotuptać do Śnieżnych Kotłów ze Szklarskiej Poręby i z powrotem, należy przejść ok. 18-21 km (w zależności od obranej trasy – my, ze względu na sznaucerkę, która do piechurów pierwszej klasy niestety nie należy, wybraliśmy wariant najkrótszy). Sam szlak jest malowniczy, a widok z góry całkiem satysfakcjonujący. Startowaliśmy ze Szklarskiej Poręby, spod Muzeum Mineralogicznego. Żółtym szlakiem przeszliśmy do schroniska pod Łabskim Szczytem, gdzie chapnęliśmy po rogaliku. Następnie podreptaliśmy w dalszą drogę żółtym szlakiem – to był właśnie jeden z tych nielicznych, niesamowicie cichych
i zupełnie pustych fragmentów trasy – pod Radiowo-Telewizyjny Ośrodek Nadawczy Śnieżne Kotły (tak, tak – domek muminków), który swoją drogą wcześniej funkcjonował jako schronisko. Czarcia Ambona i okolice kotłów zaskoczyły niesamowitą ilością turystów, nie było nawet gdzie przycupnąć. Winter, standardowo poszukująca atencji, była tymi okolicznościami zachwycona, bo obdarowana szaloną ilością głasków i całusków od obcych ludzi. Trasa od Śnieżnych Kotłów do rozdroża pod Wielkim Szyszakiem była najtrudniejsza – kamienista i mało przyjazna dla psich łapek – Fifi odmówiła dalszego tuptania i trzeba było księżniczkę ponieść. W dół schodziliśmy szlakiem czerwonym do schroniska Pod Łabskim Szczytem. Do tej pory zachodzę w głowę, dlaczego nie poszliśmy wtedy szlakiem zielonym, który ciągnie się dnem Kotłów, nad Śnieżnymi Stawkami. Jeśli traficie w to miejsce, nie popełniajcie tego samego błędu i przejdźcie się zielonym, ku uciesze waszych oczu. Na rozdrożu pod schroniskiem byliśmy około godziny czternastej i powiedzieć, że było tłoczno, to jak nie powiedzieć nic – dosłownie roiło się od ludzi (i piesków).

Śnieżne Kotły zdecydowanie robią robotę – widok jest piękny, szczególnie przy sprzyjającej aurze, a trasa bogata w sympatyczne widoczki i choć dość długa, to nie jest wybitnie wymagająca. Mając więcej czasu (niestety po zejściu ze szlaku czekała nas jeszcze 3-godzinna droga do domu) i bardziej wprawione w górskich wędrówkach łapki, pewnie zdecydowalibyśmy się zacząć spacer od Szrenicy, ale nic straconego – wszystko przed nami. Warto dodać, że nawet pomimo tłoku miejsce jest super malownicze i z całą pewnością trafimy tam jeszcze nie raz, tym razem mam nadzieję bardziej zaawansowaną jesienią lub na wiosnę.

Nadmieniam, że Karkonosze póki co nadal pozostają psiolubne. Czworonogów na szlaku mijaliśmy całe mnóstwo. I chociaż większość przykładnie tuptała na smyczkach, kilku mijanych przez nas właścicieli zdecydowało się na puszczenie psów luzem. Wiem, że nie każdy pies jest takim narwańcem jak Winter, ale ludzie – błagam, trochę wyobraźni. Zwłaszcza teraz wypadałoby się nieco ogarnąć, kiedy wizja szlaków zamkniętych dla czworonogów staje się w Karkonoszach coraz bardziej realna.

You Might Also Like

No Comments

Leave a Reply